Siły na zamiary – rozmowa z Krzysztofem Wnorowskim, instruktorem nurkowania, uczestnikiem wyprawy SANTI Odnaleźć Orła

SANTI ODNALEŹĆ ORŁA to ambitny projekt badawczy, który ma doprowadzić do odkrycia miejsca spoczynku wraku najsławniejszego okrętu podwodnego Rzeczypospolitej Polskiej ORP „Orzeł”. 

Okręt zbudowano w Holandii w stoczni De Schelde, przybył do Polski na początku 1939 i był wówczas najnowocześniejszym i najpotężniejszym okrętem podwodnym na Bałtyku. Przed wojną dołączył do niego bliźniaczy ORP Sęp. Podczas kampanii wrześniowej ORP Orzeł działał na południowym Bałtyku, a następnie u boku aliantów walczył z hitlerowską Kriegsmarine i patrolował akweny Morza Północnego. Zatopił niemiecki transportowiec Rio de Janeiro przewożący wojska niemieckie szykujące się do inwazji na Norwegię. W maju 1940 roku okręt przepadł bez wieści wraz z całą załogą – nie wrócił z patrolu na Morzu Północnym.

Gospodarka Morska: Zaginięcie ORP Orzeł jest zagadką dla historyków. Skąd w takim razie wiecie gdzie szukać?

Krzysztof Wnorowski: Jest kilka koncepcji zatonięcia Orła, z czego trzy dość prawdopodobne. Wyprawa Santi skupiła się weryfikacji jednej z nich.

GM:  Proszę ją przybliżyć.

Krzysztof Wnorowski: 3. czerwca 1940 roku pilot brytyjskiego samolotu patrolowego Lockheed Huston zameldował o zrzuceniu bomb głębinowych na niezidentyfikowany okręt podwodny w pobliżu sektora, który miała patrolować polska jednostka.

GM: Friendly fire. To niewygodna koncepcja dla relacji brytyjsko-polskich.

Krzysztof Wnorowski: To prawda. Dodam, że pojawiła się także dalej idąca teoria. Brytyjczycy mogli zidentyfikować ten wrak już jakiś czas temu i utajnić ten fakt. O ile wydaje się zrozumiałe, że w czasie wojny podanie takich niesprawdzonych informacji mogło być fatalne w skutkach, to utrzymywanie tajemnicy do dziś byłoby dużym zaskoczeniem dla opinii publicznej. Z drugiej strony mogła też zdarzyć się zwykła pomyłka w oznaczeniu niedokładnie zbadanego wraku.

GM: To częste?

Krzysztof Wnorowski: Nie, ale się zdarza. Niedługo przed wyprawą w poszukiwaniu Orła, w maju tego roku, podczas rutynowego nurkowania na wraku znanym jako Torpedoboot T3 znaleźliśmy dzwon statku z oznakowaniem T5.

GM: Skąd ta pomyłka?

Krzysztof Wnorowski: Wraki leżą nieraz na znacznej głębokości, przysypane są osadami piasku i mułu, nieraz brakuje im jakiegoś fragmentu. Niektóre jednostki są też do siebie bardzo podobne. Nawet Orzeł miał przecież bliźniaka.

GM: Jak w praktyce wyglądały wasze poszukiwania?

Krzysztof Wnorowski: Ekipa poszukiwawcza składała się z nurków, historyków, hydrografów będących pracownikami Instytutu Morskiego i filmowców, ponieważ zależy nam na wykonaniu profesjonalnej dokumentacji filmowej i fotograficznej odnalezionych obiektów. W czasie ekspedycji dysponowaliśmy wielowiązkowym, dwuzakresowym sonarem bocznym holowanym EdgeTech 4200 wraz z systemem gromadzenia i przetwarzania danych sonarowych Coda GeoSurvey DA 100. Urządzenia te współpracowały z systemem pozycjonowania satelitarnego. Jako nurkowie byliśmy przygotowani do zejścia w każdej chwili pod wodę do głębokości rzędu nawet 100. metrów aby ostatecznie zweryfikować odkrycie.

GM: Ile razy nurkowaliście?

Krzysztof Wnorowski: Ani razu. Sprzęt do nurkowania, który ze sobą zabraliśmy wrócił w nienaruszonym stanie i właściwie jest już gotowy do przyszłorocznej wyprawy.

GM: Na czym w takim razie polegała wasza misja?

Krzysztof Wnorowski: Przez 4 dni sonar weryfikował negatywnie kolejne lokacje, a następnie musieliśmy zaprzestać poszukiwań ze względu na pogodę. Zlokalizowaliśmy przy tym kilka innych wraków spoczywających na dnie Morza Północnego, ale żaden z nich nie mógł być Orłem.

GM: Jak dużą część obszaru poszukiwań zweryfikowaliście w tym czasie?

Krzysztof Wnorowski: 5%.

GM: To znaczy, że możecie wracać tam jeszcze przez 20 kolejnych lat?

Krzysztof Wnorowski: Prowadzimy sonarem metodyczne przeszukiwanie dna morskiego sąsiadującymi ze sobą pasami o szerokości do około 300 metrów. Jesteśmy przy tym skoncentrowani na pracy tam, gdzie istnieje największe prawdopodobieństwo zalegania wraku. Używamy najlepszego sprzętu, mamy najlepszych specjalistów. Mam nadzieję, że efekty pojawią się już w przyszłym roku i będziemy mogli je zaprezentować na konferencji Baltictech 2015, która odbędzie się w listopadzie w Gdyni.

GM: Do poszukiwań Orła przymierza się także Marynarka Wojenna. Można tu mówić o konkurencji?

Krzysztof Wnorowski: Jako nurek odpowiedzialnie mierzę siły na zamiary. Budżet, jakim dysponuje Marynarka Wojenna jest dużo większy od naszego, więc trudno mówić o konkurencyjności w skali przedsięwzięcia, warto jednak przypomnieć, że nie będzie to pierwsza wyprawa MW w poszukiwaniu Orła. W 2013. roku poszukiwania prowadził ORP Lech, okręt ratowniczy polskiej floty. Odnaleziony wówczas na dnie Morza Północnego wrak okazał się jednak jednostką brytyjską.

GM: Czyli jedna z koncepcji zatonięcia Orła została już zweryfikowana negatywnie?

Krzysztof Wnorowski: Tak. Jestem też przekonany, że większość pracy odbywa się nie na pokładzie statku poszukiwawczego, ale w archiwach, muzeach, bibliotekach i w czasie spotkań z ludzi z którzy posiadają cząstkę wiedzy prowadzącej do rozwikłania zagadki. W tym też widzę naszą szansę.

Rozmawiał: Marek Nowak / gospodarkamorska.pl